Na premiera Mateusza Morawieckiego uczestnicy VII Zjazdu Dużych Rodzin i media czekali w sali kinowej LOK już około godziny 14 - wizyta szefa rządu była zapowiedziana na 15. Przy wejściu funkcjonariusze policji i służb specjalnych skrupulatnie sprawdzali wchodzących. W sali kinowej, gdzie z czasem oczekujących na przyjazd premiera przybywało, ustawiono wentylator, ale niewiele pomagał, tym bardziej, że na kilka minut przestał działać. Otworzono okna, osoby siedzące na sali dostały kartki do wachlowania, ale i tak było gorąco.
Premier z podwiniętymi rękawamiPremier spóźniał się, uczestnicy zjazdu ćwiczyli hymn Związku Wielkich Rodzin ("Babcia, dziadek, mama, tata, siostry, bracia - pełna chata"). W pierwszym rzędzie siedziała lubartowska duża rodzina - Joanna i Dawid Warchulińscy z trójką dzieci - Pawłem, Pauliną i najmłodszą Zuzią. Prowadząca w oczekiwaniu na premiera przeprowadziła z Zuzią rozmowę, jak starsze rodzeństwo się o nią troszczy.
- Paweł robi obiad - powiedziała Zuzia.
- Odgrzewam pierogi - powiedział Paweł zapytany, jak to przygotowanie wygląda.
- Kto robi te pierogi? - pytała prowadząca.
- Znana firma Biedronka - odpowiedział.
W końcu Mateusz Morawiecki dotarł do Lubartowa. Na salę wszedł w towarzystwie ochrony. Premier dostosował strój do temperatury. Był w niebieskiej koszuli, podwinął rękawy.
Na scenie witali go starosta Ewa Zybała, burmistrz Krzysztof Paśnik i prezes Związku Dużych Rodzin Joanna Krupska.
(…)
Więcej w elektronicznym (CZYTAJ TUTAJ) i papierowym wydaniu Wspólnoty (dostępnym w punktach sprzedaży).