Sąsiedzi nie wytrzymali, pomogła radna
Jak wynika z relacji wolontariuszy z Fundacji Po Ludzku do Zwierząt "Przyjazna Łapa", którzy zjawili się na miejscu w jednym z bloków przy ul. Kołłątaja, starsza kobieta już od dawna hodowała psy. Sąsiedzi od dłuższego czasu zgłaszali problem odoru, wydobywającego się z jej mieszkania. Pukali do drzwi różnych instytucji, niestety bezskutecznie. Na początku czerwca czara goryczy przelała się, szczególnie, że panujące na zewnątrz wyższe temperatury, jeszcze bardziej wzmocniły smród. Jeden z mieszkańców postanowił zwrócić się o pomoc do miejskiej radnej Lilianny Jaworskiej. Dzięki jej wsparciu, a niejedną akcję charytatywną ma na swoim koncie, sprawa w końcu skutecznie trafiła do odpowiednich służb.
- Po otrzymaniu sygnału najważniejsze było dla mnie, aby jak najszybciej uruchomić odpowiednie służby i doprowadzić do realnej pomocy. To bardzo trudna i przykra sytuacja, zarówno dla zwierząt, jak i dla mieszkańców, którzy przez długi czas mierzyli się z tym problemem. Żadne stworzenie nie powinno żyć w takich warunkach - komentowała w mediach społecznościowych radna Lilianna Jaworska.
W końcu w bloku przy Kołłątaja pojawiła się inspekcja weterynaryjna, pracownicy urzędu miasta i policja, która poprosiła o pomoc "Przyjazną Łapę".
Wolontariusze i służby w szoku
W niewielkim, około 40 - metrowym mieszkaniu, przebywało 12 psów, kot i papuga.
- To, co zobaczyliśmy odebrało nam mowę. W całym mieszkaniu znajdowały się odchody i mocz. Psy były brudne, zaniedbane, śmierdzące i niezaszczepione przeciwko wściekliźnie. W mieszkaniu panował ogromny bałagan - od puszek i karmy po różnego rodzaju odpady oraz śmieci codziennego użytku - relacjonują wolontariusze "Przyjaznej Łapy" i dodają:
- Szybko zorientowaliśmy się, że problem dotyczy nie tylko zwierząt, ale również ich właścicielki.
Z informacji, do których dotarliśmy wynika, że kobieta hodowała psy różnych ras już od wielu lat. Zwierzęta trafiały na sprzedaż.
- Skontaktowaliśmy się również z oddziałem Związku Kynologicznego w Polsce w Lublinie. Kobieta od dawna nie jest już członkiem związku. Jak się dowiedzieliśmy, kiedyś wszystko funkcjonowało prawidłowo, jednak z czasem sytuacja zaczęła się pogarszać, aż doprowadziła do stanu, który zastaliśmy dziś - informują wolontariusze.
Sześć psów oraz papuga trafiły pod opiekę fundacji - właścicielka zrzekła się do nich praw.
Pozostałych sześć chinów japońskich znalazło dom w puławskim schronisku dla bezdomnych zwierząt.
- Większość psów, która została zabrana ma chore serce, stawy i oczy - opowiadają wolontariusze "Przyjaznej Łapy".
Fundacja uruchomiła zbiórkę pieniędzy na pokrycie kosztów usług weterynaryjnych, pożywienia i innych wydatków, związanych z interwencją.
Jak przekazują wolontariusze, po interwencji w mieszkaniu starszej kobiety, z Fundacją skontaktowała się jej rodzina, prosząc o przekazanie im czterech najmłodszych psów.
- Odmówiliśmy. Uważamy, że rodzina powinna przede wszystkim zająć się pomocą kobiecie, a nie przejmowaniem zwierząt - tłumaczą.
Postępowanie w tej sprawie prowadzi Wydział do Walki z Przestępczością Ekonomiczną Komendy Powiatowej Policji w Puławach.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.