reklama

Sąd surowością zaskoczył nawet prokuratora. Dożywocie dla 33-latka za podpalenie człowieka

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Sąd surowością zaskoczył nawet prokuratora. Dożywocie dla 33-latka za podpalenie człowieka - Zdjęcie główne
Autor: Dominik Smagała/Archiwum | Opis: Kamila P. doprowadzono z aresztu do sali rozpraw. Mężczyzna w skupieniu i z kamienną twarzą przysłuchiwał się decyzji sądu. Na jednej z rozpraw w czasie procesu sąd odtworzył monitoring sprzed domu, w którym doszło do zbrodni. Widać na nagraniach, jak Wojciech M. gasił trawiące go płomienie, rzucając się w śnieg...

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Informacje lubartowskieTakie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko - sąd wydał wyrok znacznie surowszy, niż kara, jakiej dla oskarżonego oczekiwał prokurator. 33-letni Kamil P. został skazany na dożywocie. Sprawca oblał znajomego rozcieńczalnikiem, a później podpalił. Młody mężczyzna walczył o życie w szpitalu jeszcze przez dwa miesiące. Zmarł po ogromnych cierpieniach.
reklama

Polał rozcieńczalnikiem Wojciecha. A potem podpalił...

W styczniu 2024 roku w Przytocznie, w gminie Jeziorzany (pow. lubartowski) podczas spotkania towarzyskiego Kamil P. chwycił za kanister rozcieńczalnika, polał jego zawartością goszczącego u niego 26-letniego Wojciecha M., a potem podpalił zapalniczką. Mężczyzna momentalnie stanął w płomieniach. By ugasić trawiący go ogień, rzucił się w zaspę śniegu w ogrodzie. 

26-latek doznał poważnych obrażeń - poparzeniu uległo wtedy ponad 40 proc. jego ciała. Nie był to jednak koniec jego gehenny, bo Kamil P., z pomocą swojego kompana Romana K., uniemożliwili opuszczenie budynku Wojciechowi i jego koledze Jackowi S. - ten miał zostać dodatkowo m.in. pobity przez Kamila P.

reklama

Gdy w końcu, po wielu kolejnych godzinach upokarzania i zastraszania ze strony oprawcy, pokrzywdzonym udało się opuścić dom Kamila P. i Wojciech M. wrócił do rodzinnego domu, wezwano do niego służby ratunkowe. 26-latek trafił na oddział oparzeniowy szpitala w Łęcznej. Po nieco ponad dwóch miesiącach mężczyzna zmarł. 

Prokurator domagał się 30 lat pozbawienia wolności

Kamil P. został zatrzymany, a potem aresztowany. Prokurator ostatecznie postawił mu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Jego proces ruszył we wrześniu 2024 roku przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Oskarżony nie przyznał się do popełnienia tej zbrodni.

Pokłóciliśmy się przy piciu, później się pogodziliśmy. To miał być głupi żart, nie chciałem zrobić mu krzywdy

reklama

- powiedział w sali rozpraw.

Proces zakończono dwa tygodnie temu. W mowie końcowej prokurator domagał się skazania Kamila P. na 30 lat pozbawienia wolności. Na takim samym stanowisku stanęła oskarżycielka posiłkowa, czyli matka Wojciecha M.

Z kolei obrońca postulował o uznanie Kamila P. winnym, ale nie zabójstwa, a spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującym śmiercią pokrzywdzonego. Zaznaczył, że wymiar kary pozostawia do uznania sądu.

Chciałem przeprosić. Nie chciałem go zabić, nie zdawałem sobie sprawy, że do tego to wszystko pójdzie

- powiedział na koniec procesu Kamil P., dodając:

reklama

Proszę o danie mi szansy na powrót do społeczeństwa.

Sąd był wyjątkowo surowy. "Takie sceny ogląda się w wypadku ataku napalmem..."

Wyrok został ogłoszony w środę, 3 czerwca. W sali rozpraw stawił się prokurator, z aresztu doprowadzono także Kamila P. Mężczyzna miał skute kajdankami nogi i ręce, pilnowało go dwóch policjantów. Ubrany w koszulkę znanej marki, ze starannie ułożoną fryzurą, w dużym napięciu i skupieniu przysłuchiwał się, jaką karę mu wymierzono. Miał kamienną twarz, nie pokazywał żadnych emocji.

Sąd zaskoczył surowością nawet prokuratora - Kamilowi P. wymierzono ostrzejszą karę niż ta, której oczekiwał oskarżyciel publiczny, co zdarza się niezwykle rzadko. 33-latka skazano na dożywocie. I to pomimo tego, że sąd przyjął, iż Kamil P. działał z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia Wojciecha M., a nie z zamiarem bezpośrednim.

reklama

Jeśli ktoś polewa człowieka łatwopalnym płynem i podpala, to musi godzić się, że może w takiej sytuacji być skutek w postaci śmierci, niezależnie czy ten człowiek się spali, czy ugasi. Nie daje wiary sąd wyjaśnieniom, że oskarżony niewielką ilością skropił pokrzywdzonego płynem. Tego momentu nie zarejestrował monitoring, ale widoczny był efekt: pokrzywdzony był jak pochodnia, co wskazuje, że środka łatwopalnego nie było mało. Takie sceny ogląda się w wypadku ataku napalmem...

- wskazał sędzia Andrzej Wach.

Wyrok nie jest prawomocny. Strony mogą składać od niego apelacje. 

Jak sąd uzasadnił zastosowanie wobec Kamila P. kary o charakterze eliminacyjnym? 

Co zadziałało na niekorzyść oskarżonego?

 

WIĘCEJ W NAJBLIŻSZYM WYDANIU GAZETY "WSPÓLNOTA", DOSTĘPNYM OD 9 CZERWCA W PUNKTACH SPRZEDAŻY ORAZ NA E-PRASA.PL

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo