Reklama

Reklama

Próbował ratować matkę i dziecko. Relacja mężczyzny, który pospieszył na ratunek tonącym w Chlewiskach

Opublikowano:
Autor: | Zdjęcie: Policja Lubelska

Próbował ratować matkę i dziecko. Relacja mężczyzny, który pospieszył na ratunek tonącym w Chlewiskach - Zdjęcie główne

foto Policja Lubelska

Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Informacje lubartowskie - Usłyszeliśmy krzyki, wołał ktoś o pomoc. Pobiegliśmy w tamtym kierunku i zobaczyliśmy w wodzie kobietę z dzieckiem - relacjonuje Kamil Mysiak, który próbował ratować chłopca i jego matkę, którzy tonęli w Wieprzu pod Chlewiskami.

Reklama

Nawiązaliśmy kontakt z Kamilem Mysiakiem, który w dniu tragedii pracował w pobliżu mostu w Chlewiskach. Jak już informowaliśmy, wczoraj około godz. 13.40 do Wieprza wpadła matka z dziesięcioletnim synem. Dziecko zostało wyłowione przez straż pożarną około 15.40. Chłopiec został przewieziony do szpitala w Lublinie, nie udało się go uratować.

- Ja z dwoma kolegami pracowaliśmy blisko mostu w Chlewiskach. Byliśmy przy skrzyżowaniu za mostem jadąc od ul. Wierzbowej. Stamtąd usłyszeliśmy krzyki, wołał ktoś o pomoc. Pobiegliśmy w tamtym kierunku i zobaczyliśmy w wodzie kobietę z dzieckiem. Było to na pierwszym zakolu za mostem w Chlewiskach,po prawej stronie rzeki. Dziecko było trzymane przez matkę, która trzymała się druga ręką gałęzi. Jeden z kolegów dzwonił wtedy po służby ratownicze, natomiast ja postanowiłem wejść do rzeki i udzielić pomocy, choć zdawałem sobie sprawę z tego że będzie bardzo trudno. Jak wchodziłem do rzeki nie miałem gruntu pod nogami a prąd był bardzo wartki i z wielkim trudem podpłynąłem do matki z dzieckiem. Matka cały czas trzymała się gałęzi i druga ręką dziecko. Zrobiłem to samo i próbowałem pomóc utrzymać jej dziecko, które było wyrywane przez nurt. Matka w pewnym momencie dziecko puściła. Ja je trzymałem jedna ręką. Im dłużej to trwało tym mniej miałem sił. Druga ręką trzymałem się za gałąź. W głowie miałem żeby popłynąć z dzieckiem w dół rzeki i jakoś powoli z nim próbować dobijać w stronę brzegu. Nie pozwalała na to wysepka spróchniałych konarów i gałęzi pod którą wciągał nurt. Znajdowała się tuż przed nami. Nurt był bardzo mocny. W końcu matka puściła gałąź, łapiąc się wtedy mnie. Ja już nie miałem siły trzymać się jedna ręką gałęzi, która dodatkowo pękała. W tym momencie dziecko mi się wyślizgnęło z ręki. Wszyscy poszliśmy pod wodę. Jak się wynurzyłem nie widziałem już ani matki ani dziecka. Ostatkiem sil dobrnąłem do konaru przy brzegu, wystawał z wody. Na nim czekałem na przyjazd służb. Nie miałem siły dostać się na brzeg, uniemożliwiał mi to nurt. Na policji mi powiedziano że głębokość w tym miejscu 2.5 metra. Problem z nurtem mieli płetwonurkowie z Lublina - relacjonuje. 

 

Wczoraj o godz. 17.36 przerwano poszukiwania kobiety, wznowiono je dzisiaj rano. Do tej pory nie została odnaleziona.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy