Pierwszy sprawdzian nowego układu wypadł pomyślnie. Lewart pokonał Tura Milejów 3:2. Wynik może cieszyć, choć jednocześnie pokazał również problemy, z którymi zespół będzie musiał się mierzyć. Biało-niebiescy stracili bowiem dwie bramki. A właśnie poprawa gry defensywnej ma być jednym z elementów, nad którymi szczególnie mocno pracować będzie nowy sztab.
Zaskoczeni odejściem trenera
Najważniejszą zmianą pozostaje oczywiście odejście Grzegorza Bonina. Dla Lewartu nie był to ruch planowany. Trener zdecydował się przyjąć ofertę z Górnika Łęczna, czyli klubu występującego na wyższym poziomie rozgrywkowym. W Lubartowie nie ukrywają rozczarowania, ale jednocześnie rozumieją decyzję szkoleniowca.
- Byliśmy zaskoczeni decyzją trenera, ale ją rozumiemy. Grzesiek dostał możliwość pracy dwa poziomy wyżej, a przede wszystkim wraca do klubu, w którym wcześniej grał. To dla niego szansa na dalszy rozwój i stabilizację - mówi Janusz Podleśny, prezes Lewartu Lubartów.
Bonin nie zostawił jednak klubu bez wsparcia. Jego obowiązki przejął Krzysztof Bodziak, który przez dłuższy czas współpracował z trenerem jako jego asystent. Dla działaczy Lewartu był to naturalny wybór.
- Powołaliśmy Krzysztofa Bodziaka, bo uważamy, że jest dobrym następcą Grześka. Zna drużynę, zna zawodników, długo z nimi pracował. To nie jest człowiek z zewnątrz, który musi dopiero poznawać szatnię i cały klub - podkreśla Podleśny.
To właśnie znajomość zespołu ma być jednym z największych atutów nowego szkoleniowca. Bodziak nie zaczyna pracy od zera. Zna sposób funkcjonowania drużyny, poszczególnych zawodników, ich mocne i słabsze strony. Co więcej, przez długi czas obserwował pracę Bonina z bardzo bliska.
- Krzysiek jest niejako przedłużeniem Grześka. Długo ze sobą współpracowali, dlatego doskonale zna zespół i poszczególnych zawodników - zauważa Janusz Mitura, wieloletni kierownik Lewartu Lubartów.
Do sztabu dołączył również Grzegorz Bronowicki. To nazwisko doskonale znane kibicom piłkarskim. Były reprezentant Polski ma za sobą występy na najwyższym poziomie, zarówno w kraju, jak i za granicą. Teraz swoje doświadczenie chce przekazać zawodnikom Lewartu.
- Grzesiek ma ogromne doświadczenie z boiska. To były obrońca, a my tracimy zdecydowanie za dużo goli. Chcemy więc również wykorzystać jego wiedzę w pracy nad defensywą - tłumaczy prezes Lewartu.
Pojawienie się Bronowickiego nie jest przypadkowe. Nowy sztab zdecydował się bowiem na zmianę ustawienia zespołu. Lewart ma odchodzić od gry z czwórką obrońców na rzecz ustawienia z trzema defensorami. To już nie jest wyłącznie personalna roszada, ale zmiana, która może mieć wpływ na sposób funkcjonowania całej drużyny.
Zmiana kosmetyczna
Pomysł, aby sięgnąć po Bronowickiego, mieli wspólnie Bonin i Bodziak. - To Grzesiek Bonin i Krzysiek Bodziak zasugerowali, żeby sięgnąć po Grześka Bronowickiego. Ma ogromne doświadczenie, szczególnie jeśli chodzi o grę w defensywie. Liczymy, że będzie dużym wsparciem dla całego sztabu - mówi Podleśny.
Czy zatem można rzeczywiście mówić tylko o kosmetycznej zmianie? Prezes Lewartu nie ma wątpliwości. - To jest kosmetyczna zmiana, a nie duża zmiana. Krzysiek był już w sztabie, zna drużynę i szatnię. Grzegorz Bonin również będzie nas wspierał. Nie chcieliśmy robić wielkiej roszady, bo nie było takiej potrzeby - przekonuje.
Podobnie sytuację ocenia Janusz Mitura. Jego zdaniem odejście Bonina jest oczywiście stratą, ale jednocześnie stanowi naturalny etap rozwoju trenera. - Szkoda, że Grzesiek odszedł, ale poszedł wyżej i chce się rozwijać. To był jeden z trenerów, którzy mieli dużą jakość. Wcześniej podobnie oceniałem Łukasza Mierzejewskiego. Dla mnie to naturalny ruch - mówi Mitura.
Wieloletni kierownik Lewartu przyznaje, że spodziewał się, iż po odejściu Bonina szansa zostanie dana właśnie Bodziakowi.
- Spodziewałem się, że Krzysiek dostanie szansę. Dołączył do niego Grzegorz Bronowicki, który ma ogromne doświadczenie z boiska. Czas pokaże, jak ten układ będzie funkcjonował, ale na tę chwilę nie widzieliśmy potrzeby szukania kogoś innego - dodaje.
I właśnie czas będzie tutaj najważniejszym sprawdzianem. Jeden mecz, nawet wygrany, nie odpowie na pytanie, czy zmiana rzeczywiście jest kosmetyczna. Wynik 3:2 z Turem Milejów dał nowemu trenerowi dobry początek, ale jednocześnie nie rozwiał wszystkich wątpliwości. Dwie stracone bramki przypomniały, że Lewart nadal ma nad czym pracować.
Klub zachowuje spokój
Z drugiej strony trudno oczekiwać, by zmiana asystenta na pierwszego trenera i dołączenie jednego nowego członka sztabu automatycznie wywróciły drużynę do góry nogami. Bodziak zna zawodników, zna szatnię i zna sposób pracy, który przez długi czas był realizowany wspólnie z Boninem. Nie ma więc mowy o rozpoczynaniu wszystkiego od początku.
Zmianą może okazać się natomiast sposób ustawienia zespołu. Przejście z czwórki na trójkę obrońców oznacza konieczność zmiany wielu automatyzmów. Inaczej musi funkcjonować linia defensywna, inaczej ustawiają się wahadłowi, zmieniają się zadania pomocników. To wymaga czasu i konsekwencji.
Dlatego określenie „kosmetyczna zmiana” można rozumieć dwojako. Z punktu widzenia personalnego rzeczywiście trudno mówić o rewolucji. Nie sprowadzono nowego trenera z zewnątrz, nie wymieniono całego sztabu i nie przebudowano kadry. Bodziak jest człowiekiem dobrze znanym w klubie, a Bronowicki ma przede wszystkim uzupełnić sztab swoim doświadczeniem.
Jednocześnie boisko może szybko zweryfikować, czy za niewielkimi zmianami personalnymi pójdą większe zmiany sportowe. Nowe ustawienie, nowe pomysły i większy nacisk na defensywę mogą sprawić, że Lewart zacznie grać inaczej niż za kadencji Bonina. Jeśli tak się stanie, „kosmetyka” może okazać się początkiem nowego rozdziału.
Na razie jednak klub zachowuje spokój. Cel pozostaje dokładnie taki sam jak wcześniej. - Cele Lewartu się nie zmieniają. Zawsze chcemy grać o wyższą ligę. Ostatnio się nie udało, odpadliśmy, ale ambicje pozostają. Chcemy być jak najwyżej w tabeli - deklaruje Podleśny.
To najważniejszy punkt całej układanki. Zmiana trenera nie może być usprawiedliwieniem dla obniżenia oczekiwań. Lewart nadal ma walczyć o najwyższe cele, a nowy sztab ma zrobić wszystko, by drużyna była w stanie je zrealizować. - Zawodnicy są zadowoleni, że nie ma wielkiej roszady. Krzysiek jest doświadczony, komunikatywny i zna zespół. Dzięki temu możemy zachować ciągłość pracy - przekonuje prezes.
Mitura również nie spodziewa się gwałtownego przewrotu. - Nie było czasu, żeby szukać kogoś innego, ale przede wszystkim nie było takiej potrzeby. Krzysiek zna ten zespół i jest naturalnym następcą Grześka - zaznacza.
Czy Lewart na tym zyska? Tego dzisiaj nie da się jednoznacznie przesądzić. Odejście Bonina byłoby z pewnością dużą zmianą, gdyby w jego miejsce pojawił się szkoleniowiec bez znajomości drużyny. Tak się jednak nie stało. Klub postawił na człowieka, który był już w środku i zna realia zespołu. Dodatkowo pozyskał do sztabu Bronowickiego, który może wnieść zupełnie inną perspektywę - przede wszystkim doświadczenie z boiska na najwyższym poziomie.
Czy Bodzak sobie poradzi?
To rozwiązanie ma więc swoje plusy. Zachowana została ciągłość, zawodnicy nie muszą przyzwyczajać się do zupełnie nowego człowieka, a sztab został uzupełniony o postać z dużym piłkarskim doświadczeniem.
Są jednak również znaki zapytania. Największy dotyczy tego, czy Bodziak, który dotąd funkcjonował w cieniu pierwszego trenera, poradzi sobie z odpowiedzialnością za cały zespół. Inaczej jest być asystentem, a inaczej podejmować ostateczne decyzje, odpowiadać za wyniki i reagować w trudnych momentach. Drugą niewiadomą pozostaje nowe ustawienie. Jeśli gra trzema obrońcami ma poprawić defensywę, efekty powinny być widoczne nie tylko w wynikach, ale również w liczbie traconych goli i jakości organizacji gry.
Na razie pierwszy krok został wykonany. Lewart wygrał, a nowy układ personalny zadebiutował bez większego wstrząsu. Teraz przyjdzie czas na trudniejsze pytania. Czy Bodziak będzie w stanie utrzymać zespół na właściwych torach? Czy Bronowicki rzeczywiście pomoże uszczelnić defensywę? Czy zmiana ustawienia przyniesie oczekiwany efekt? I wreszcie czy Lewart po raz kolejny będzie w stanie realnie powalczyć o awans?
Czy to wystarczy, by zrobić kolejny krok i znaleźć się wyżej? Tego jeszcze nie wiadomo. Jedno jest natomiast pewne: w Lewarcie zmieniło się sporo, choć klub przekonuje, że najważniejsze rzeczy pozostały bez zmian. Ambicje, cele i oczekiwania są bowiem dokładnie takie same. A te, jak zwykle w Lubartowie, są wysokie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.