Reklama

Strażak z Lubartowa z Krzyżem Zasługi za strajk w 1981 r.

Opublikowano:
Autor:

Strażak z Lubartowa z Krzyżem Zasługi za strajk w 1981 r. - Zdjęcie główne
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Kultura W listopadzie 1981 r. słuchacze Wyższej Szkoły Oficerskiej Pożarnictwa przeciwstawili się planom przekształcenia ich uczelni w placówkę zmilitaryzowaną. Wśród strajkujących strażaków był Bogdan Kaczorkiewicz, który mieszka dziś w Lubartowie. 13 grudnia odebrał Złoty Krzyż Zasługi z rąk prezydenta Andrzeja Dudy.



Bogdan Kaczorkiewicz naukę w Wyższej Szkole Oficerskiej Pożarnictwa rozpoczął w 1979 r. Sytuacja szkoły była specyficzna. Podlegała Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, ale na zasadach uczelni cywilnej. Oznaczało to, że słuchaczy nie można było użyć do tłumienia protestów społecznych. W listopadzie 1981 r. wiedziano już, że szkoła ma zostać zmilitaryzowana. Studenci postanowili przeciw temu zaprotestować. W nocy 24/25 listopada rozpoczęli strajk okupacyjny. Przed szkołą natychmiast pojawiły się oddziały ZOMO.

ZOMO i helikoptery przeciw strajkującym

- Początkowo, jak kordon był jeszcze słaby, przemieszczaliśmy się grupami, ZOMO zbierało się w tym miejscu, gdzie pojawili się studenci. Wtedy w innym miejscu ludzie przekazywali nam żywność. Mieliśmy kontakt z Solidarnością z Huty Warszawa. Był z nami też ksiądz Jerzy Popiełuszko. Odprawiał nabożeństwa. Wtedy jego słowa nie za bardzo do mnie docierały. Mówił "zło dobrem zwyciężaj". Przekonywał, żeby nie używać przemocy. A my mieliśmy w szkole broń, bo musieliśmy zdawać egzaminy na strzelnicy, wielu z nas chciało się bronić przed ZOMO - wspominał pan Bogdan rok temu w rozmowie ze "Wspólnotą".
Strajkujący utrzymywali porządek i dyscyplinę, każdy był przydzielony do jakiejś sekcji. Strajkujący prowadzili rozmowy z przedstawicielami MSW, Komendy Głównej Straży Pożarnej, rektorami uczelni cywilnych. Jednocześnie władze przygotowywały się do rozprawy ze zbuntowaną szkołą. Kordon ZOMO wzmocniono - najpierw podwójnie, potem potrójnie. Wokół szkoły gromadzili się mieszkańcy Warszawy, tramwajarze ustawili tramwaje na torach, żeby utrudnić spodziewany szturm wozów bojowych na szkołę. Władze próbowały złamać strajkujących, przekazując im fałszywe wiadomości o chorobie lub śmierci członków rodziny. Podobnie rodziny otrzymywały wiadomości o tym, że strajkującym przydarzyło się coś złego. Odłączono wodę i prąd w szkole.30 listopada władze podjęły decyzję o rozwiązaniu Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarnictwa. Miała ją zastąpić Szkoła Główna Służby Pożarniczej. Dramatyczny finał strajku nastąpił 2 grudnia.

- Rano nad szkołą latał helikopter. Oddziały ZOMO wokół uczelni szykowały się do ataku. Zgromadziliśmy się w auli, żeby nie wyłapywali nas pojedynczo. Byliśmy w mundurach wyjściowych, bo mundury polowe były podobne do tych używanych przez ZOMO. Najpierw nastąpił atak z powietrza. Z helikoptera desantowali się antyterroryści z Okęcia. Szturmem dowodził Jerzy Dziewulski. Komandosi mieli broń gotową do strzału, gdybyśmy stawiali opór, mieli rozkaz strzelać. Był zgiełk, huk, wybuchały petardy. Ponieważ oporu nie stawialiśmy, komandosów szybko wycofano. Do szkoły weszło ZOMO. Staraliśmy się trzymać cały czas w grupach, bo grup nie atakowali. Ci, którzy zostali złapani pojedynczo, zostali poturbowani - wspominał pan Bogdan.

WSOP przekształcono w Szkołę Główną Służb Pożarniczych. Ci, którzy chcieli kontynuować naukę w nowo utworzonej SGSP, musieli podpisać lojalkę. Ci, którzy odmówili, stracili status strażaka. Do dziś uczestnicy strajku walczą o to, żeby uznano ich za strażaków.

Docenieni po trzydziestu ośmiu latach

W piątek 13 grudnia w Pałacu Prezydenckim uczestnicy strajku odebrali Złote Krzyże Zasługi z rąk Prezydenta RP Andrzeja Dudy.

- Po trzydziestu ośmiu latach w końcu nas doceniono. Nas, uczestników strajku, było na uroczystości około 50. Najpierw nas przeszkolono, jak się mamy zachowywać. W uroczystości brała udział kompania honorowa Straży Pożarnej. Prezydent wręczył nam odznaczenia, były przemówienia - prezydenta, przedstawiciela IPN, rektora Szkoły Głównej. Potem odbyła się konferencja z udziałem Seweryna Jaworskiego, działacza opozycji. Prezydent powiedział, że mieliśmy prawo wyboru, wybraliśmy drogę wolnej Polski - mówi Bogdan Kaczorkiewicz. Tak jak inni uczestnicy strajku bardzo przeżywa fakt, że władze nie uznają ich statusu strażaka.

- Walczę o to uznanie od 2006 r. Do tej pory nikt z władz się nie angażował w tę sprawę. Dopiero teraz rektor SGSP się zainteresował, podziękowałem mu za to. Wcześniej nie było woli politycznej załatwienia naszej sprawy, może teraz będzie. W MSW trwają dyskusje na ten temat - mówi Bogdan Kaczorkiewicz.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE